Wszystko zaczęło się oczywiście od tych wakacji, podczas których prędzej czy później okazuje się, że letniej bluzki nie wypada już nosić „na gołe ciało”. Pierwszy stanik, kupiony (a jakżeby inaczej) przez mamę, niczym nie różnił się od innych białych namiotów nabywanych podczas tzw. „okazji”, gdy towar przypadkowo pojawiał się na sklepowych półkach. Rozmiar 75B zapadł jak wyrok, który nie podlegał dyskusji. Zbliżał się koniec lat 80-tych, sznurowo-bieliźnianych czasów PRL-u, kiedy to każdy balkon i podwórko zdobiły girlandy barchanowych pasomajtów i beżowych biustochronów. Wydawało się, że przez kolejnych 20 lat wraz z rozkwitem branży odzieżowej i dostępem do światowej mody, ten „ubraniowo” niewinny, postkomunistyczny rynek zaleją najnowsze bieliźniarskie trendy… Chyba właśnie z tym, wówczas jeszcze podświadomym i jakże naiwnym przekonaniem, optymistycznie patrzyłyśmy w przyszłość obnosząc dumnie swój pierwszy oręż. Optymizm prysł nieodwracalnie zdmuchnięty pierwszymi docinkami kolegów z klasy, lekcjami wf-u i świadomością, że zjawisko z przodu na „b” wciąż przybiera na sile. Ciężar gatunkowy pochylił do przodu rachityczne ramiona, wydął brzuch i w ten sposób okopał wroga ze wszystkich stron. Koszmar szkoły podstawowej znalazł w końcu swój kres, jednak miały go zastąpić inne, nie mniej straszne „potwory” dnia codziennego.
Znacie to świetnie z autopsji, niezależnie od wieku: wyjście do klubu bądź na przyjęcie, sobota godz. 20.00. Stoicie ciągle przed lustrem, mimo, że o tej porze jesteście już umówione. Stoicie przed lustrem tak od dobrej 1,5 h przymierzając kolejne topy, bluzki i bluzeczki. Ale żadna z nich nie jest wystarczająco dobra. W tej pierwszej piersi wyglądają jak placki, w tej drugiej jak dwa arbuzy. W kolejnej stanik wciska się z tyłu tworząc pod spodem nieapetyczne ‘buły”. W następnej, gdy podskakujecie, cały biust zaczyna podrygiwać wraz z Wami, jakby miał wyskoczyć na podłogę przez dekolt. Myślicie sobie: mam tego serdecznie dość, przecież nie zostanę z powodu biustu w domu! Co robicie? Jest! Wyciągacie z szafy przymały jednoczęściowy kostium kąpielowy (?!) i pośpiesznie wkładacie pod bluzkę. To nic, że spocicie się w nim jak w tropikach. To nic, że wrzyna się w ramiona, nie pozwala oddychać i służy zupełnie do innych celów. Nie będzie trzęsło, nie będzie widać, najlepiej udacie, że w ogóle nie macie biustu…. próbowałyście się kiedyś bandażować?
A co powiecie na aerobic, jogging lub jazdę konną? Przypominacie sobie ten moment kiedy Wasze biusty wchodzą w rezonans z resztą Waszego ciała? Gdy całkowicie tracicie kontrolę nad piersiami i macie wrażenie, że zaraz obie wystrzelą w powietrze? Ile z Was musiało rezygnować ze swoich ulubionych dziedzin sportu tylko dlatego, że samowola Waszego biustu stawała się nie do zniesienia?
A obowiązkowy mundurek do pracy? Jak często przeżywałyście katusze przymierzając kolejną koszulę, która mając odpowiednią długość rękawów i szerokość pleców tworzyła pomarszczone fale między guzikami na wysokości biustu? Jak często nosiłyście marynarki, w których nie dopięłyście się ani razu?
To tylko kilka z prawdopodobnie tysięcy groteskowych momentów, gdy zastanawiacie się dlaczego codziennie zmagania z Waszym ‘nieokiełznanym” (jakby się wydawało) biustem, są skazane na niepowodzenie.
My również przez wiele lat borykałyśmy się z tym problemem, a przede wszystkim ze znalezieniem wygodnych, odpowiednio podtrzymujących, a zarazem ładnych staników. Po kolejnych frustrujących wizytach w sklepach z bielizną, gdzie proponowano nam podobne modele o coraz to większych obwodach i tym samym rozmiarze miseczki, postanowiłyśmy stworzyć miejsce, w którym kobiety o „nietypowych” rozmiarach mogłyby znaleźć dla siebie idealny biustonosz. Produkuje się je przecież w rozmiarach miski od A do M i w obwodzie od 60 do 130 centymetrów! Tak powstał pomysł na MamBra – fitting service, przymierzalnię i sklep jednocześnie. Miejsce, gdzie kobiety o dużych biustach mogą przekonać się, jak dobrze jest być sobą.